„Tak się w Chile robi literaturę, ale nie tylko w Chile, bo też w Argentynie i w Meksyku, w Gwatemali i w Urugwaju, i w Hiszpanii, i we Francji, i w Niemczech, i w zielonej Anglii, i wesołych Włoszech. Tak się robi literaturę. Albo to, co my, żeby nie zostać z niczym, nazywamy literaturą”. Taką refleksją dzieli się bohater Chilijskiego Nokturna autorstwa Roberto Bolaño, ksiądz Urrutia Lacroix, kiedy odkrywa prawdę o tym co działo się w letnim domku pisarki Maríi Canales (wzorowanej na prawdziwej autorce Marianie Callejas) w Santiago de Chile. Podczas gdy w salonie, tolerowana przez reżim Pinocheta, śmietanka intelektualna, popijała importowane whisky i rozmawiała o literaturze, w piwnicy będącej aresztem Narodowej Agencji Wywiadu, torturowano i zabijano ludzi.
Co się stanie jeśli bieg współczesnego świata doprowadzi nas do konfrontacji z nowymi formami dyktatury, pozbawieniem wolności i praw człowieka? Po której stronie opowie się literatura? Jakie stanowisko obierzemy my, autorzy? Co będziemy w stanie zrobić by dalej pisać?
Pewnego razu w pewnym domu ma miejsce w niedalekiej przyszłości. Opowiada o ponownym spotkaniu dwóch kobiet, przyjaciółek, które po wielu latach spotykają się w domu jednej z nich. Dworek zagubiony w samym środku kraju, nadzwyczaj otoczony nie tylko drzewami, ale przede wszystkim pustką i ciszą. Rozmawiają o upływie czasu i o utracie młodości. Rozmawiają o literaturze i o strachu. I o tym jak literatura i strach podają sobie dłoń.
Tytuł oryginału: UNA VEZ, UNA CASA
Zdjęcia pochodzą ze strony: https://www.facebook.










