„ONA
Kiedyś myślałam, że gdy raz się zakochasz, to potem zakochasz się kolejny raz. I kolejny. I gdy skończy się jedna miłość, zacznie się kolejna. A potem kolejna i kolejna. I będziesz zakochiwać się tak nieustannie do końca życia. Myślałam, że miłość jest lawiną, która nieoczekiwanie na ciebie spada w ogromnych ilościach. Przygniata cię. To tak jak z kroplami deszczu. Najpierw spadnie na ciebie jedna, potem kolejna i kolejna, aż wreszcie dorwie cię cała ulewa. A ty będziesz stać w samym jej środku, cała przemoczona, od stóp do głów, czekając na kolejne opady. Myślałam, że tak właśnie funkcjonuje miłość. Że będę w stanie kochać tę całą ulewę. A ja kochałam raz, tę jedną kroplę deszczu. I ta jedna kropla deszczu była moją całą ulewą.
A potem po prostu się w niej utopiłam.
ON
W końcu musiałem nauczyć się żyć bez niej. Pomimo, że byliśmy razem, musiałem nauczyć się żyć bez niej. Tak naprawdę byliśmy osobno. Najpierw umarł mój optymizm, potem nadzieja, na końcu wygasło przyzwyczajenie i nasza codzienność. Nikogo nie kochałem bardziej niż jej. Nikogo nie nienawidziłem bardziej niż jej. Wiedziałem, że nie możemy być ze sobą. Ta świadomość była moją destrukcją.
Czasami miłość po prostu nie wystarcza.“
(sztuka na 2 postacie: żeńską i męską)
Ona i On – łączy ich miłość tak wszechogarniająca, że powoli się w sobie zatracają, zacierają się granice ich “ja”. Przeglądają się w sobie wzajemnie, tworzą swój intymny miłosny hymn. Ale tak jak przemijają kolejne miesiące, upalny czerwiec zmienia się w melancholijny sierpień, tak i ich miłość powoli zmienia swoje oblicze. Namiętność gaśnie, ale czy umiera sama miłość? Może tytułowe “przebudzenie” to dojrzewanie do tego, by na nowo odnaleźć w tym uczuciu siebie, wytyczyć granice? A może jest to dojrzewanie do świadomości, że niektórych ludzi łączy uczucie tak silne, że nieuchronnie prowadzi do destrukcji?
Poetycka sceniczna miniatura Pauliny Eryki Masy to napisany z dużą wrażliwością portret “miłości niemożliwej”, konfrontacji z bolesnym poczuciem utraty.